poniedziałek, 1 marca 2010

Kolorowo mi...

... a to wszystko dzięki tuszowi w kredkach, który dostałam w prezencie wieki temu. Dostałam, udałam wielki zachwyt, a kiedy zostałam sama, zaczęłam przypatrywać się kredkom z równie wielką nieufnością. Im dłużej patrzyłam, tym ta nieufność była większa, aż w końcu zaczęłam mieć wrażenie, że i kredki patrzą na mnie z równie negatywnymi odczuciami, więc czym prędzej schowałam je w najbardziej oddalony kąt i zapomniałam o nich. I zapomniałabym tak całkowicie, gdyby nie moje ukochane Tildy, które ostatnio odkurzyłam, elegancko ułożyłam w pudełku (bo przecież zasługują na najwyższe względy) i pomyślałam, że wypadałoby wreszcie zacząć z nich korzystać. I wtedy przypomniałam sobie o kredkach Inktense. Wyciągnęłam, odkurzyłam i postanowiłam, że jednak spróbujemy się zaprzyjaźnić. I tak zaprzyjaźniamy się od kilku dni... Nie jest łatwo, zwłaszcza dla osoby, która nie ma zdolności plastycznych, ale koloruje mi się łatwiej niż distressami, a co ważniejsze, bawię się znakomicie :) Minusem kredek jest ich szybkie zasychanie, a raz zaschniętej plamki już nie da się ruszyć. Bardzo łatwo wyjechać za linię, więc na razie wszystkie Tildy wycinam i naklejam na kartki. Cieniowanie również wymaga dużej wprawy, trzeba zaczynać od delikatnych pasteli i dopiero po ich wyschnięciu dodawać mocniejsze odcienie. Ale efekty są dużo ciekawsze niż przy distressach, kolorów jest dużo, można tworzyć własne odcienie, więc będę próbowała dalej. W końcu liczy się przecież zabawa i satysfakcja z tego, co robimy... A ponieważ żaden pokolorowany stempelek nie może się zmarnować (nie mam serca wyrzucić!), proszę oczekiwać w najbliższym czasie różowej i ukwieconej kartki wielkanocnej :)

poniedziałek, 15 lutego 2010

Pełnia szczęścia...

... czyli kilka dni urlopu i paczka przyniesiona z samego rana przez kuriera. Z tej radości wybaczyłam mu nawet wyciągniecie z łóżka o nieprzyzwoicie wczesnej porze, bo kto to widział, żeby budzić człowieka przed dziesiątą?! Kawa już zaparzona, poziom kofeiny w organizmie powoli wraca do normy, można więc spokojnie zachwycać się wspaniałościami, które upolowałam w Craft4You, idealny początek tygodnia :)

sobota, 13 lutego 2010

Tęskniąc za kolorami...

... ale jeszcze nie za wiosną, bo uwielbiam zimę z jej dość jednostajnym krajobrazem i sypiący na nowo od kilku dni biały puch wprawia mnie w rozleniwiony, błogi i szczęśliwy nastrój, więc z tej tęsknoty za żywymi, pełnymi energii kolorami powstała kartka, niewątpliwie świąteczna, w końcu, wbrew zimowej aurze za oknem, do wiosennych świąt nie zostało tak wiele tygodni i najwyższy czas zacząć się do nich psychicznie przygotowywać...










STAMPS:
* Tim Holtz Fairytale Frenzy, BEST FRIENDS STAMPS by Royal Langnickel
DODATKI:
* Cricut, Distress Inks, Perlen-Pen Creme, Flowers, Punches - Frond (
Martha Stewart), Grass (Woodware )

czwartek, 11 lutego 2010

Minionych Świąt czar...

... udało mi się przywołać, kiedy porządkowałam tysiące zdjęć zaśmiecających komputer. Świąteczne kartki kończyłam dosłownie w ostatnich minutach przed wysyłką - cała rodzinka groźnie sapała mi nad karkiem panikując, że paczuszki nie dojdą na czas do adresatów. Oczywiście, doszły. Za to ja zostałam tylko ze wspomnieniem zrobionych przez mnie karteczek, nie było czasu na zdjęcia, ba, nie było nawet czasu na myślenie, że można by zrobić te zdjęcia... I nagle okazało się, że udało się jednak pstryknąć kilka fotek, o czym zupełnie zapomniałam. Jakość zdjęć nie jest najlepsza, ale przecież nie w tym rzecz. Najważniejsze, że została chociaż jedna pamiątka przedświątecznego scrapowania, pamiątka tym milsza, że karteczka powędrowała do najukochańszej z cioć. I bardzo, ale to bardzo się jej spodobała :)




wtorek, 10 listopada 2009

Daleki Wschód...

... znowu zawitał u mnie z okazji urodzin koleżanki, której taką kartkę obiecałam dawno temu, ale pierwsza, zrobiona jeszcze przed wakacjami, zdążyła do tej pory zużyć się moralnie (czeka ją więc małe przetworzenie na urodzinową), druga powędrowała na aukcję do Inqi, kartkowy kuferek opustoszał i trzeba było postarać się o mały cud, czyli znaleźć trochę czasu i stworzyć coś nowego...



PAPIERY :
* Far East DCWV
STEMPLE:
* Autumn Leaves
DODATKI:
* Drew Drops Fire, ćwiek Tea & Silk Prima, embossing, distressy

niedziela, 1 listopada 2009

Kolorowanki...


Po pierwszej Tildzie przyszła kolej na cztery następne, a ponieważ cierpliwość nigdy nie należała do moich zalet, uznałam, że nie ma sensu czekać, aż moje "zdolności" plastyczne nagle i cudownie się rozwiną, tylko trzeba się cieszyć, tym co się ma, czyli postanowiłam od razu wykorzystać pomalowane stempelki. Karteluchy robię przecież dla przyjaciół i najbliższej rodziny, a po nich raczej nie powinnam się spodziewać zbytniej krytyki, przynajmniej taką mam nadzieję ... :)

piątek, 30 października 2009

Moja pierwsza Magnolia...

Stemplami Magnoli zachwycałam się już od dłuższego czasu. Niektórzy, co prawda, marudzą, że są nieco hipopotamowate z tymi okrągłymi buziami, ale jeśli ktoś uwielbia muminki, nie będzie w stanie oprzeć się urokowi Tildy i Edwina. Ja się nie oparłam i rok temu kupiłam mój pierwszy - i ostatni jak do tej pory - zimowy stempelek. I tak przeleżał nieużywany niemal cały rok, a ja ani czasu nie miałam, ani ochoty, by zmierzyć się z jego kolorowaniem. Plastykę ostatni raz miałam w szkole podstawowej, czyli wieki temu, zaś Matka Natura nie była zbyt hojna, kiedy przyszło jej obdarować mnie talentami artystycznymi, czyli mówiąc krótko słoń nadepnął mi nie tylko na ucho, ale i na paluchy. Co zresztą widać na załączonym obrazku. Ale mam nadzieję, że po kilkunastu próbach będzie lepiej, bo zabawa jest wspaniała, a kartek świątecznych do zrobienia mam więcej, niżbym chciała...