Leniwe, niemal niedzielne przedpołudnie, nic konkretnego do zrobienia, w perspektywie jeszcze trzy dni wolnego, więc pogrążając się w błogim nicnierobieniu włóczyłam się od strony do strony i tak trafiłam na australijski blog Darkroom Door, a stamtąd do sklepu. I oniemiałam. I zachwyciłam się. I zaczęłam liczyć, ile jeszcze dni do pierwszego. I zastanawiać się, czy rzeczywiście musimy w tym roku jechać gdzieś na wakacje. Przecież w domu jest najlepiej... Resztę dnia spędzę pewnie przyklejona do monitora zastanawiając się, które stemple bym wybrała, gdybym mogła sobie na nie pozwolić...







